|
środa, 27 stycznia 2010
Brazylijskie gwiazdki - Dentinho
Kolejna brazyliska gwiazdka, która już wkrótce może zaistnieć w Europie. A wszystko na to wskazuje, gdyż od jakiegoś czasu zainteresowanie tym graczem wyrażał Juventus, tudzież Manchester United. Bruno Ferreira Bonfirm, czyli potocznie wszystkim znany jako Dentinho. Pochodzi z Sao Paulo, z największego brazylijskiego miasta. To miasto ma bardzo bogate sportowe korzenie, to tutaj mają swoją siedzibę takie kluby jak Corinthias, Fluminense, Palmeiras. Urodzony w 1989 roku Dentinho, swoją karierę zdecydował się rozwijać w Corinthias, w klubie w którym między innymi rozwijał się Ronaldo. W pierwszej drużynie zadebiutował w spotkaniu derbowym, przeciwko Palmeiras. A swoją pierwszą bramkę w barwach Corinthias, strzelił w meczu z Fluminense. Do tej pory jest jednym z podstawowych zawodników swojej drużyny, pomimo tego że ma dopiero 20 lat. Dotychczas wystąpił w 80 spotkaniach, w których zdobył 15 bramek. Kontrakt wygasa mu w 2013 roku i opiewa w klauzulę odejścia w wysokości 30 mln. euro. Dentinho to kolejny zawodnik na brazylijskim rynku, który został obdarzony świetnym dryblingiem i techniką. Do tego dochodzą takie cechy jak błyskotliwość i determinacja, które pozwalają mu jego umiejętności techniczne wykorzystać w 100 procentach. W dodatku obdarzony jest niezgorszą szybkością, co sprawia, że za każdym razem stanowi zagrożenie pod bramką rywala. Dlatego wcale się nie zdziwie, gdy któraś z europejskich potęg wkrótce po niego sięgnie. Kto wie, czy nie stanie się to najbliższego lata?
wtorek, 26 stycznia 2010
Kolejny piłkarski spektakl?
W niedzielę mieliśmy okazję oglądać ciekawe derby Mediolanu. Pozostajemy w tematyce derbowej, tylko tym razem przenosimy się na wyspy. Tutaj dojdzie do kolejnych derbów Manchesteru w tym sezonie. Spotkanie będzie miało charakter pucharowy i odbędzie się w ramach drugiego meczu półfinałowego Carling Cup. Derby Manchesteru, pomimo tego, iż swoje korzenie mają w 1884 roku, to nie rozgrywane były tak często, jak derby Mediolanu. Dla przypomnienia - w niedzielę rozgrywane były poraz 251. Górą w tych derbach częściej była drużyna Manchesteru United, bo wygrywała w nich 62 razy. Manchester City w tych derbach zwyciężał 42 razy. 49 razy spotkania między tymi drużynami kończyły się wynikiem remisowym. Co może dziwić, najskuteczniejszymi zawodnikami tych derbów na przestrzeni lat, byli napastnicy Manchesteru City - Joe Hayes i Francis Lee (oboje po 10 bramek). Tuż za nimi plasuje się legenda United - Bobby Charlton (9 goli). Najwyższe zwycięstwo między tymi dwoma drużynami padło 23 stycznia 1923 roku na Old Trafford, a było to 1-6 dla City. Historia tych pojedynków była bardzo ciekawa. I jest wciąż ciekawa, bo ciągle pisana. Jednak jutro na Old Trafford będzie z pewnością jeszcze ciekawiej. City będzie jeszcze silniejsze, niż w meczu u siebie. Z PNA powrócił Kolo Toure, a Mancini przebąkuje, jakoby Adebayor miał wrócić na to spotkanie. Do tego dochodzi napalony Tevez, który za wszelką cenę chce udowodnić na Old Trafford, że działacze źle postąpili sprzedając Go do klubu lokalnego rywala. Przedsmaczek mieliśmy na City of Manchester Stadium, tam Tevez zdobył dwie bramki. Jednakże, z kilku piłkarz Mancini też nie będzie mógł skorzystać. Między innymi z Vieiry, Lescotta czy Bridge, którzy wciąż leczą kontuzję. United z kolei jest w bardzo dobrej sytuacji po pierwszym spotkaniu. Ma strzeloną bramkę na wyjeździe, która w razie remisu liczy się podwójnie. Kolejnym aspektem przemawiającym za United w tym spotkaniu, będzie na pewno atut własnego boiska. Nie ma to jak rozgrywanie meczu przed własną publicznością i to w "Teatrze Marzeń". Także elementem motywacyjnym dla piłkarzy Fergussona będzie fakt, że są to derby, które jak zwykle wytwarzają specyficzną atmosferę. Kontuzje nie omieszkały ominąć także piłkarzy United. Uraz wciąż leczy Nemanja Vidić i Owen Hargraves. Tym samym, już jutro zapowiada się nam kolejny piłkarski spektakt. Obie drużyny chcą dostać się do upragnionego finału Carling Cup i wzbogacić swoją kolekcję trofeum. Jednak historia, jak i wiele czynników dzisiejszych w świetle faworyta stawia drużynę United. Zresztą. Nie patrzmy na to spotkanie z punktu widzenia bukchmacherskiego. Popatrzmy na to, z punktu widzenia kibica. Mam nadzieję, że nie to spotkanie nie zawiedzie nas, kibiców i dostarczy nam sporą dawkę futbolowych emocji. A cała otoczka i napinka, która jest wytwarzana wokół tego spotkania derbowego, niech pójdzie w odstawkę!
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Przypadek Tarasiewicza!
Przypadek Tarasiewicza, to rzadko spotykana przypadłość, na którą cierpi Śląsk Wrocław. Tym razem ofiarom casusu Śląska padł polski lewoskrzydłowy - Janusz Gancarczyk. Na szczęście zawodnika, włodarze z Polonii Warszawa wyłożyli ściślej nie znaną mi kwotę i doszło do transferu definitywnego. Jednak postaram Wam się nakreślić historię tej żadkiej przypadłości od początku. Pierwszą ofiarą tego procederu padł były bramkarz Śląska - Radosław Janukiewicz. Kolejną ofiarą był Łukasz Ostrowski. Wyglądało to mniej więcej tak. Gdy pozostało mu do końca kontraktu pół roku, podpisał nową umowę z Legią. Trener Tarasiewicz pogroził mu, że odsunie Go od składu. Jednak nie musiał tego czynić, bo Legia sfinalizowała transfer definitywny. Na początku stycznia tego roku, sytuacja się powtórzyła. Istne "deja vu" sytuacji z Ostrowskim, tylko główny aktor został w niej podmieniony. W sytuacji Ostrowskiego znalazł się Janusz Gancarczyk, lecz jak pisałem wcześniej, doszło już do transferu definitywnego tego zawodnika. O co tak naprawdę w tym chodzi? Każdy średnio zaawansowany obserwator świata futbolu wie, że zawodnik jest człowiekiem wolnym. Podpisuje umowę i się z niej wywiązuje. To akurat wielką filozofią nie jest. Są odstępstwa - np. wcześniejszy transfer zawodnika, oczywiście za odpowiednią cenę, tudzież zerwanie umowy przez jedną z dwóch stron. Jednakże, gdy temu kontrant się kończy, decyzja o jego przyszłości należy do niego samego. Może owy kontrakt przedłużyć, ale ma także możliwość, półroku przed jego zakończeniem, podpisać nowy kontrakt z klubem, który chciałby w przyszłości reprezentować. Wszystko wydaję się na tyle oczywiste, dlatego można by nazwać taką sytuację banalną. Jednak w Śląsku powstaje pewna zawiłość, która nie jednego przyprawiłaby o zawiłość myśli. 11 stycznia 2010 - Janusz Gancarczyk podpisuje kontrakt z Polonią. Jak pisałem, ma do tego pełne prawo, jest człowiekiem wolnym. Przejście do Poloni dokonałoby się z dniem otwarcia letniego okienka transferowego. Gdy trener się dowiaduje o decyzji Garnka, grozi mu, że odsunie Go od składu i w rundzie wiosennej już nie zagra. Jednak na posterunku w tej całej sytuacji znalazł się trener Poloni - Bakero. Mówi włodarzom, że chce tego zawodnika już teraz. Działacze Polonii negocjują cenę i z dniem 18 stycznia, Gancarczyk jest graczem "czarnych koszul". Można powiedzieć, że cała historia kończy się happy endem. Gancarczyk zostaje wybawiony, a zarazem ochroniony przed półroczną izolacją od ekstraklasy. Co tak naprawdę ma na celu takie zachowanie ze strony Śląska? Wydaje mi się, że czynnik finansowy. Klub i trener postraszą, a przyszły pracodawca, pomimo tego iż od czerwca ma zawodnika za darmo, decyduje się jednak na wykupienie tego zawodnika, z obecnej drużyny. A dzięki temu, działacze Śląska mogą się cieszyć z zarobionych pieniędzy, bo w innym razie nie zarobiliby nawet przysłowiowej złotówki. Powiem szczerze, że jest to ciekawy sposób na zarobek. Jak widać skuteczny, sprawdził się już drugi raz. Ciekaw tylko jestem, kto będzie kolejną ofiarą, głośnego ostatnio z powodu sprawy Gancarczyka, przypadku Tarasiewicza? Prymus Mourinho!
Apetyt rośnie w miarę jedzenia, jednak wczoraj ten apetyt wszystkich związanych z Milanem został poskromiony. Kto miał nadzieję, że Milan jest w stanie wygrać, ten padł łupem powiedzenia: "Nadzieja matką głupich". Tak naprawdę, 251 Derby Mediolanu, uznałbym za pojedynek dwóch różnych menedżerów. Z jednej strony głodny kolejnych sukcesów, portugalczyk Mourinho, a po drugiej stronie barykady wciąż eksperymentujący Leonardo. Popatrzmy na ten pojedynek, jako walkę dwóch menedżerów, o prym w Mediolanie. Mourinho prowadził Inter już w kolejnym spotkaniu derbowym. Braki kadrowe, nie pozwoliły mu na wsytawienie optymalnego zestawienia. 4-3-1-2. Portugalczyk oparł swoją taktykę, o silny blok defensywny na to spotkanie. 4 obrońców, z czego dodatkowi 3 pomocniny (między innymi Zanetti - mający grać cofniętego pomocnika, teoretycznie piątego obrońce). Przed linią pomocy zostaje wysunięty kreator gry w tym spotkaniu - Wesley Snejder. Jego umiejętności techniczne, doskonały drybling i umiejętność uderzenia z dystansu, dały o sobie szybko znać w tym spotkaniu. Jednak w 27 minucie meczu, ta część formacji legła w gruzach bo czerwoną kartkę wyłapał Snejder (tylko bił brawo sędziemu, za żółty kartonik pokazany Lucio!). No i sprzodu dwóch napastników: Milito - Pandev! Przede wszystkim dwóch skutecznych napastników, bo to oni obaj pokonali wczoraj Didę. Mourinho w tym meczu grał głównie z kontrataku, stąd tak mało ofensywna siła rażenia Interu. Jednakże, przy tej mało ofensywnej grze, chciał wystarczająco zabezpieczyć tyły, a prowadzenie po pierwszej części meczu, pozwoliło mu dokonać w trakcie drugiej części, kilku defensywnych zmian. Leonardo obierając ostatnio niezawodną taktykę 4-3-3, chyba nie wiedział na co się porywa w tym spotkaniu. Sfera defensywna Rossonieri zdecydowanie odczuła brak swojego podstawowego stopera - Nesty. Oglądając to widowisko, można było zauważyć niepewność w grze Favalliego, dlatego wystawienie Go w wyjściowej jedenastce, uważam za pierwszy błąd brazylijskiego szkoleniowca. Pomimo tego, iż w drugiej lini zagrało dwóch nominalnych z pozycji defensywnych pomocników, nie pomogło to utrzymać szyków obronnych w ryzach. Ofensywne zapały Leonardo szybko zostały zgaszone. Dodatkowo Leonardo zagrał 3 napastnikami. I może bym się do tego nie przyczepił, gdybym nie zobaczył w napadzie - Davida Beckhama. Przecież ten zawodnik jest typowo środkowy pomocnikiem, ewentualnie lubi pograć na prawej stronie. Postawienie na prawym napastniku Beckhama, było drugim błędem Leonardo. Ogólnie za kardynalny błąd, uznałbym ustawienie zespołu. Przeciwko takiej drużynie jak Inter, nie wolno grać otwartego futbolu, chyba że ma się młodą, wybieganą kadrę. A w Milanie? Średnia wieku na to spotkanie to 28 lat! Uważam, że Milan powinien wczorajsze spotkanie zagrać bardziej zachowawczo, a nie od razu rzucać się na przeciwnika z trzema napastnikami. To jest jakieś nieporozumienie. Gdyby Leonardo ustawił zespół, pod kątem zaprowadzenia kontroli na boisku, to spotkanie mogłoby być mniej jednostronne. Suma mniejszych i większych błędów Leonardo sprawiła, że po raz kolejny prym na półwyspie Apenińskim, uzyskał Jose Mourinho. Może czasami gubi Go pewność siebie, jednak mówiąc przed tym spotkaniem, że to Inter zwycięży, pokazał, że nie zawsze Go ona zawodzi.
sobota, 23 stycznia 2010
Brazylijskie gwiazdki - Ramires
Ostatnio pogrywając w Football Managera, zacząłem pilnie przyglądać się rynkowi brazyliskiemu. I się nie zawiodłem. Ten kierunek transferowy zawsze pozwalał na znalezienie kolejnej futbolowej gwiazdki. Jednak nie chce Wam prezentować wspomnień zapalonego gracza, a zawodników i to nie byle jakich. Chcę Wam przybliżyć kilka mniej znanych, bądź bardziej znanych brazylijskich klejnotów, które w niedalekiej przyszłości zaczną zdobywać europejskie boiska. Ramires Santos do Nascimento, bardziej znany pod imieniem Ramires. Urodzony w Joinville, bardzo uprzemysłowionym brazylijskim mieście, gdzie ludzie żyją na dość wysokim poziomie, głównie dzięki bardzo dobrze rozwiniętemu przemysłowi. Właśnie wśród wielkich kominów i gigantycznych fabryk, wyrósł "wielki talent" brazyliskiego futbolu. Ramires, bo o nim dziś mowa, swoją karierę rozpoczynał w zamiejscowym klubie - Joinville Esporte Clube. Właśnie tam po raz pierwszy przebił się do pierwszej drużyny i został zauważony przez scoutów Cruzeiro. To z tą drużyną związał się w 2007 roku, by dwa lata później odejść do europejskiego klubu. W Cruzeiro był jedną z czołowych postaci, grając w 105 meczach i zdobywając 27 bramek. Odszedł do Benfici, uznawany jako jeden z większych brazylijskich talentów. O nie przeciętnym talencie świadczy także kasa, jaką musieli na niego wyłożyć działacze Benfici. 7,5 miliona euro, to kwota jaką zapłacili włodarze As Aguias za Ramiresa. Długo nie musieli czekać, by przekonać się o słuszności wydanych pieniędzy. 23 sierpnia 2009 roku, w swoim debiucie przeciwko Vittori Guimares, Ramires zdobył pierwszą bramkę dla klubu. Przez ten czas został zauważony przez selekcjonera reprezentacji Brazylii - Dungę. Wystąpił już 10 razy w barwach Canarinios, między innymi na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Z pewnością nie pożałował, przywiózł ze sobą brązowy krążek. Pozostawmy teraz na boku, karierowe rozterki Ramiresa i skupmy swoją uwagę na nim samym. Ramires, jest to bardzo ofensywnie usposobiony defensywny pomocnik. Jest zawodnikiem przede wszystkim lubiącym grać bez piłki, co pozwala mu na bardzo dobrą współpracę z kolegami z zespołu. Patrząc na jego wymiary 180 cm. i 68 kg., nie powiedziałbym, że jest zawodnikiem silnym i wytrzymałym. A jednak. Właśnie siła i wytrzymałość, to dwa parametry, które głównie cechują brazylijczyka. W połączeniu z całkiem niezłą szybkością i przyśpieszeniem, daje nam ciekawego grajka, na środek pomocy. Uwielbia strzelać bramki, co pokazywał w Cruzeiro, a teraz zachwyca tym w Europie. Dotychczas 4 bramki w barwach Benfici. Ramires to zawodnik bardzo perspektywistyczny. Na dzień dzisiejszy liczy sobie 22 lata i jest w bardzo dobrym wieku, by wdrapywać się na futbolowe wyżyny. Założe się, że jeszcze nie raz przy okazji meczów Champions League, usłyszymy o tym grajku. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Te blogi lubię:
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||